
|
|
OJCZYZNA ! GDZIE CI LUDZIE, CO O NIĄ TERAZ SIĘ MARTWIĄ ?!!
2012-05-15
|
Ten tekst miał się ukazać na blogu, gdzie umieszczam wiersze o Ojczyźnie , czyli kresowianka32.blog.interia.pl/blogabi , ale jakimś dziwnym trafem, tu się znalazł Nie ma szans by skopiować i przenieść właśnie tam, więc czytajcie... gdziekolwiek by nie był !
"Ojczyzna" - odniesienie do wierszy i obrazów... tamże j.w.
OJCZYZNA ! BRZMI DUMNIE I MYŚL O NIEJ POWODUJE WZRUSZENIE. ALE GDZIE CI LUDZIE, PATRIOCI, KTÓRZY SKŁONNI SĄ DLA Niej POŚWIĘCAĆ SWÓJ CZAS , SWOJĄ WIEDZĘ - BEZINTERESOWNIE - BY POMÓC JEJ SIĘ DŻWIGAĆ, BY POLEPSZAĆ JEJ LUDOWI BYT, BY NIE SPRZEDAWAĆ DÓBR TEJ ZIEMI KOMUKOLWIEK, ZA COKOLWIEK...i NIE KŁANIAĆ SIĘ W PAS NASZYM BYŁYM I, ZAPEWNIAM, OBECNYM WROGOM POLAKÓW.
BY ZNALAZŁ SIĘ RZĄD NIE ZAJĘTY NABIJANIEM WŁASNEJ KABZY, MNOŻENIEM BĄBELKÓW WODY SODOWEJ W CHORYCH MÓZGACH , DALEKIM OD PATRIOTYZMU, KTÓRY PRZEBIJA W ZAŁĄCZONYCH WIERSZACH POLAKÓW, PRZEDWOJENNYCH, KTÓRYCH UCZONO PATRIOTYZMU, ODDAJĄCYCH NAWET SWOJE ŻYCIE ZA WOLNOŚĆ NASZĄ I WASZĄ...
A TERAZ ? RZĄDZĄ NAMI, OJCZYZNĄ, JAKIEŚ POPŁUCZYNY SPOŁECZNE, SKAZUJĄCE NAS, BEZ SKRUPUŁÓW, NA PAŃSTWOWĄ EUTANAZJĘ (PATRZ: BLOG JONAPOT), LUDZIE, SIEJĄCY WOKÓŁ NIENAWIŚĆ (NIESIOŁOWSKI, TUSK, BARTOSZEWSKI I IM PODOBNI) TYLKO DLATEGO, ŻE WYTYKA SIĘ IM POPEŁANIANE, NA KAŻDYM KROKU, NIEUDOLNOŚCI , BEZMYŚLNE, ALBO CELOWE GRZEBANIE SPOŁECZEŃSTWA W BIEDĘ, TRAKTOWANIE ICH GORZEJ OD BYDŁA (TAK TEŻ NAZYWA SWYCH WSPÓŁBRACI (?) "PROFESOR", BO ON I JEMU PODOBNI - MIENIĄ SIĘ LEPSZYMI OD ZWYKŁYCH OBYWATELI... TO ONI SPIJAJĄ ŚMIETANKĘ, NAM POZOSTAWIAJĄC OCHŁAPY Z CHAMSKIEGO STOŁU !!!
NIE JESTEM W STANIE OPANOWAĆ OBURZENIA SŁYSZĄC I WIDZĄC, CO SIĘ WOKÓŁ NAS DZIEJE !
PRZECZYTAJCIE NA BLOGU RAFAŁKA - "ZA WSZELKĄ CENĘ", CO TA HOŁOTA MU PROPONUJE !! Ja tego znieść nie potrafię ! |
|
Komentarzy:
2
|
|
Moja emerytura i d.c. prześladowań działaczy opozycyjnych
2012-05-12
|
Nastały aresztowania, internowanie większości działaczy związkowych...
Kiedy 9 listopada 1981 r. aresztowano Kornela Morawieckiego, do więzienia wpakowano również Hanię Łukomską-Korniej – jego współpracownicę i ówczesną partnerkę życiową (pracowałyśmy razem w Instytucie Matematyki – ona w bibliotece).
Jej najstarsza córka – Zosia , miała wówczas 17 lat, syn – 15, a najmłodsza córka -8.
Zastraszano je, nachodzono, rewidowano wielokrotnie mieszkanie itd.itp. Dzieci przeżywały gehennę. Hanię niebawem zwolniono na podstawie amnestii , ogłoszonej w lipcu. Prześladowania, nachodzenia, rewidowania jej mieszkania nie ustały, a dzieci zastraszano; najstarsza była nawet kilkakrotnie zatrzymywana , natomiast na najmłodszej tamte wydarzenia wywarły takie psychiczne piętno, iż pozostało do dnia dzisiejszego, (miałam z nią kilkumiesięczny kontakt w czasie przenosin do DPS) . Hania z powodu nieustannego inwigilowania, zaczęła się ukrywać.
W księdze „Wyboista droga do wolności”, wydanej w 2005 r. przez „Solidarność” Politechniki Wrocławskiej (napomknęłam o niej wcześniej, zarzucając m.in. jej redaktorom, iż umieszczając notatki o mojej działalności w „S” - nawet nie napomknięto o pracy w Komisji Zakładowej, gdzie odgrywałam wcale nie tak poślednią rolę) jest część wspomnieniowa właśnie Zosi, która opisuje ten dramatyczny dla jej rodziny okres.
Między innymi pisze, iż zwróciła się listem otwartym do Władysława Bartoszewskiego ( profesora – kiedy ten pan, mieniący się tym niezasłużonym tytułem, którego nigdy nie prostował, nie ma nawet ukończonych żadnych studiów , będąc jedynie absolwentem gimnazjum), którego fragmenty cytuję
:
„Na początku tego roku (1981) moja matka, Hanna Łukowska-Karniej, otrzymała od Pana list, w którym prosi Pan o wieści, co się z nią dzieje(...) . Moja Matka na razie nie odpowie Panu, gdyż siedzi w więzieniu po zarzutem przywłaszczenia sobie dowodu osobistego innej osoby (…) .W czerwcu 1984 r. matkę aresztowano pod zarzutem pełnienia funkcji kierowniczych w Solidarności Walczącej. W lipcu była, na szczęście, amnestia i matkę wypuszczono. Amnestia nie przerwała pasma szykan, inwigilacji i obserwacji mojej matki. W lipcu 1985 r. po brutalnej rewizji, połączonej z wyważeniem drzwi mama zaczęła unikać własnego domu (…)
9 listopada matkę aresztowano wraz z przewodniczącym Solidarności Walczącej (przyp. o tym wspomniałam wyżej).
Mnie i mojemu rodzeństwu jest bardzo ciężko bez naszej matki. Dlatego gdziekolwiek Pan jest, proszę Pana o pomoc w jej uwolnieniu (…).”
Wówczas pan Bartoszewski gościł w Austrii, następnie w Monachium, gdzie , dziwnym trafem się znalazł , w okresie kiedy nie wypuszczano do „zgniłego” zachodu nikogo, nawet zwykłego śmiertelnika, a co dopiero TAKIEGO działacza opozycyjnego (?) jakim był „profesor”.
A oto, co odpisał:
„Moje możliwości oddziaływania na władze PRL, od których zależy los Pani matki i pośrednio całej Waszej rodziny, są RÓWNE ZERU (przyp. ciekawe, w świetle otrzymania zezwolenia na wyjazd zagraniczny). Nie oznacza to jednak, że będę milczał (...)”
Także jego syn wyjechał w 1980 r. do Cambridge na studia doktoranckie.
Dalej zapewnia, że będzie zapoznawał innych „ludzi dobrej woli”, gdziekolwiek ich spotka (przyp. w trakcie swobodnych wojaży po Europie ??) o tym fakcie i kończy list: „Względy ludzkiej solidarności, szczególnie wobec kobiety. matki trojga dzieci odgrywają – na szczęście - u wielu ludzi poważną rolę...”.
Szkoda, że nie u niego.
Nie mogę nie odnieść się do tej postaci – przyznam, dla mnie wyjątkowo niesympatycznej i kontrowersyjnej.
Bo jak pogodzić fakty jego wielkich zasług i martyrologicznej przeszłości, którą wielce sam podkreśla i nimi się popisuje wszędzie – do jego nienawistnych wystąpień wobec własnych rodaków (jego „milszymi” epitetami wobec nich to : bydło, dewianci itp.), a zasług za działalność na rzecz przyjaźni polsko-niemieckiej, za którą „nachapał” niezliczoną ilość nagród, tytułów , pochwał ze strony Niemców, którzy wszak przyczynili się do jego „martyrologii”.
Jedno jest pewne – pan Władysław Bartoszewski umie,w sposób mistrzowski,eksponować swoją osobę i posiada dar oratorski . Po mistrzowsku , ze swadą prowadzi wykłady, a swój życiorys przedstawia, akcentując swoje wielkie zasługi wobec Polski podczas, gdy setki tysięcy Polaków perzeżywało piekło zarówno w okresie okupacji niemieckiej i reżimu komunistycznego - nieporównanie bardziej tragicznie, niż on, nie mówiąc o milionach poległych.. Często konfabuluje, czego dowodzą fakty historyczne...
Zamierzam dołączyć o tym panu, to, co poniżej:
Niestety, nie dało się skopiować strony, zatem zainteresowanych odsyłam do notki:
PYTANIA PROF. JERZEGO ROBERTA NOWAKA DO
WŁADYSŁAWA BARTOSZEWSKIEGO.
(Nie) przyjemnej lektury życzę. Warto co nieco (a jest materiałów sporo) dowiedzieć się o naszych "intelektualistach", inteligencji, rządzących...
Zawsze znajduje eksponowane stanowiska, niezależnie od grupy rządzącej (m.in. minister w rządzie Oleksego - komunisty, których, jakoby, nienawidził).
Miłośniczkom i miłośnikom tych PRZEUROCZYCH PANÓW - dedykuję ich zdjęcia, by oglądali je aż do bezdechu...



Część Galerii - reszta - przy następnej okazji
.
A to moi ulubieńcy - jakżeż sympatyczniejsi ! |
|
Komentarzy:
13
|
|
Strajk, aresztowania...
2012-05-01
|
We wrześniu 1981 r. aresztowano Kornela Morawieckiego. Instytut, gdzie zatrudniono mnie na etat dyrektorski - był kolebką KOR-u (nigdy, od początku nie akceptowałam Kuronia, ani Michnika, co było częstym zarzewiem kłótni, bo wówczas uważani byli za mężów opatrznościowych, nie zastanawiając się KIM byli poprzednio , czyli "tubami" komuchów).
Tam też ubecja nasyłała swoich szpicli , którzy przeprowadzali rewizje w poszukiwaniu materiałów "wywrorowych".
W pażdzierniku albo listpadzie był najazd na siedzibę Solidarności, z której zrabowano wszystkie dokumenty, ogołocono, do cna, zabierając wszystko, co było jej własnością. Nie zapomnę, jak ładowano rzeczy na otwarty samochód dostawczy, a ja z kilkoma osobami z Matematyki (oba budynki stały blisko siebie), w momencie, gdy ubowcy (było ich dwoje lub troje) wracali po następny łup - my, ściągaliśmy naprędce z tej fury, co się tylko dało, w tak krótkim czasie. Najwięcej wyrwaliśmy z ich szponów papieru maszynowego i artykułów piśmiennych, bardzo nam przydatnych do póżniejszej pracy konspiracyjnej.
Segregatory schowano zbyt głęboko, byśmy mogli po nie sięgnąć.
Pamiętam też, kiedy dziewczyny, pracujące w bibliotece Instytutu (Hania, tam zatrudniona - była prawą ręką Kornela) - wpadały do mnie znienacka, podrzucając "trefne" pisma, druki itp., bo dostały cynk o możliwym nalocie wiadomych kontrolerów. Z kolei ja, w momencie, gdy już weszli , buszując po pokojach - wyrzucałam je przez okno (parterowy barak, gdzie Instytut Matematyki był usadowiony na kilka lat, a przetrwał dziesiątki), natomiast po ich odejściu - zbieraliśmy je z powrotem.
Załatwiłam Morawieckiemu, któremu zablokowano wypłatę zaległej pensji - jej otrzymanie. Było spore zapotrzebowanie na powielacze (brak do drukowania prasy podziemnej) - zabrałam z magazynu, nie bacząc na konsekwencje. Wydawałam przepustki na wyjście do miasta naszym działaczom ( zakazano wychodznia bez zezwoleń ), chociaż nie miałam takich uprawnień. Posiadał je tylko dyrektor naczelny instytutu, a ja , jako jego zastępca - dyrektor administracyjny takich prerogatyw nie posiadałam...
Po prostu - robiłam to, co należało. Wszystko się działo po ogłoszeniu stanu wojennego. W dniu 14/15 grudnia - młodzież studencka wraz z większością grona pedagogicznego i części pracowników z innych instytucji, zarządziła strajk w gmachu głównym Politechniki.
Nalot na nich ZOMO nastąpił tejże nocy. Bili pałami, kopali i wyrzucali w mrożną noc, nieubranych, nieraz bosych ...
Starszy człowiek, pracownik jakiegoś przedsiębiorstwa, który dołączył do strajku - zmarł na skutek pobicia.
W styczniu 1982 r. rozpoczęto aresztowania - działaczy "S" oraz rektora - prof. Zipsera..
Mnie ominęły represje, bo pod koniec grudnia , w ostatnim dniu, będąc w szpitalu - otrzymałam grupę inwalidzką (dzięki lekarce, która wysłała mnie do komisji lekarskiej przed ogłoszeniem stanu wojennego), dzięki czemu mogłam przejść na wcześniejszą emeryturę.
W domu mnie nachodzono, ale drzwi nie otwierałam, a oni , o dziwo, nie wyważali, jak to często czynili. Przechowywałam u siebie prasę z tzw. trzeciego obiegu, rozprowadzałam ją , pisałam ulotki, pisma, jakie mi dostarczano, bywali też poszukiwani działacze podziemni...
Tak się działo. Może nie piszę chronologicznie i bardzo pobieżnie, ale nie pretenduję do miana historyka i w moich relacjach nie o to mi chodzi, by operować datami i ścisłymi faktami.
Po zmianie ustroju, obaleniu komunizmu (czyżby ?) - NIKT mnie nie odwiedził przez wiele lat. Zaproszenia, jakie dostawałam na wszelkiego rodzaju "lecia" - nie przyjmowałam. Zadra i lekka gorycz - pozostały w mym sercu w stosunku do tych osób do dziś. Nieźle, dobrze, a niektórym na świecznikach b. dobrze się powodzi i szybko zapomnieli o tych, co na dole...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
SKOPIOWANE DLA INFORMACJI TYM, CO ŻYJĄ W NIEWIEDZY...
2012-04-23
|
Najlepszy dowód na dzisiejsze kłamstwa Tuska w sprawie rozdzielenia wizyt.
ndb2010, 22 kwietnia, 2012 - 19:14 KrajSmoleńskTusk
Donald Tusk ponownie w sposób wyjątkowo bezczelny kłamie w sprawie rozdzielenia wizyt w Katyniu.
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/...
W najnowszym wywiadzie powiedział:
„Jak dodał, data i miejsce jego wizyty w Katyniu i wizyty premiera Rosji Władimira Putina została podana publicznie natychmiast po zaproszeniu wystosowanym przez rosyjską stronę. Gdy zaczęła się cała wrzawa, wtedy doszło do wielu wypowiedzi prezydenta Kaczyńskiego, takich bardzo nerwowych i Kancelaria Prezydenta podjęła decyzję, że prezydent, niezależnie od mojej wizyty w Katyniu i spotkania z premierem Putinem, będzie uczestniczył w obchodach. (...) Dziwię się prezesowi Kaczyńskiemu, że w obliczu Smoleńska kieruje się takimi małostkowymi intencjami - ocenił szef rząd (…)
Donald Tusk kłamie, że Prezydent Lech Kaczyński podjął decyzję o wizycie w Katyniu już po ustaleniu daty 7 kwietnia, jako prywatnego spotkanie premierów Putina i Tuska. Chciałbym przekazać fragmenty nowo powstającej książki, które w sposób jednoznaczny pozwalają stwierdzić, że premier Donald Tusk nie mówi prawy.
To Donald Tusk razem z W. Putinem poczekali aż Prezydent Kaczyński potwierdzi swoją obecność w Katyniu i rozdzielili wizyty. Z analizy dokumentów i informacji wynika jednoznacznie, że Donald Tusk z W. Putinem wciągali Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w pułapkę i gdy się upewnili, że Prezydent Lech Kaczyński będzie w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku to ustalili swoje spotkanie na dzień 7 kwietnia 2010 roku.
W styczniu 2010 nasiliły się zapoczątkowane w lipcu 2009 roku protesty kancelarii prezydenta Kaczyńskiego w sprawie kontrowersyjnej umowy gazowej z Rosją na mocy, której na rzecz rosyjskiego Gazpromu zmniejszono zysk polskiej spółki i jednocześnie planowano umorzyć 1.2 miliarda złotych długu rosyjskiej firmie [1] Ogólna strata Polski miała wynieść, co najmniej 14 miliardów złotych [2] przeciw czemu protestowała min. kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
19 stycznia 2010 r Agnieszka Wielowieyska, dyrektor Departamentu Spraw Zagranicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, podczas spotkania w sprawie organizacji obchodów 70. Rocznicy zbrodni katyńskiej informowała, że premier Donald Tusk potwierdził "wstępnie" swój udział w oficjalnych państwowych uroczystościach w Katyniu, a co więcej - zaakceptował 10 kwietnia, jako datę głównej ceremonii [3,4].
Następnie w ciągu tylko dwóch dni: 27 stycznia i 28 stycznia doszło do przełomowych wydarzeń. 27 stycznia 2010 roku Kancelaria Prezydenta Kaczyńskiego potwierdza oficjalnie chęć uczestniczenia w obchodach rocznicy zbrodni katyńskiej o czym informuje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Ambasadę RP w Moskwie [5]. Jest to kluczowy dokument, który stał się dowodem na przekazywanie nieprawdzich informacji przez rząd Donalda Tuska.
Tego samego dnia, 27 stycznia 2010 roku Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Mariusz Handzlik, pisemnie poinformował sekretarza generalnego ROPWiM, Andrzeja Przewoźnika, oraz ambasadora Federacji Rosyjskiej w Warszawie, Władimira Grinina, iż prezydent Lech Kaczyński „planuje oddać hołd ofiarom na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu w kwietniu br.[6]”
27 stycznia 2010 roku zostaje również podpisana nowa umowa pomiędzy Polską a rosyjskim Gazpromem. Jednocześnie pomimo protestów zostaje umorzony 1.2 Miliarda długu Gazpromu, długu, który nawet moskiewski sąd nakazał zapłacić[7].
Niespodziewanie dla wielu następnego dnia,
28 stycznia 2010 roku, już po podpisaniu umowy gazowej z Rosją i potwierdzeniu przez Lecha Kaczyńskiego woli wizyty w kwietniu w Katyniu, D. Tusk ogłasza rezygnację z kandydowania na prezydenta. Decyzję motywuje „dalekowzrocznością”. W pierwszych planach do Katynia miał lecieć zarówno Lech i Jarosław Kaczyński [8]
23 lutego 2010 roku kancelaria Ministerstwa Spraw Zagranicznych rządu D. Tuska wysyła pismo do ministra z kancelarii prezydenta W. Stasiaka, w którym informuje i stwierdza, że:
Organizatorem wyjazdu jest Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która podlega ministrowi kultury a skład Rady jest powoływany przez premiera.
Dokument ustala, jakie grupy osób będą wchodziły w skład delegacji.
Dokument ustala datę 10.04.2010 i mówi, że jest to data wizyty oficjalnej delegacji polskiej.
W dokumencie MSZ umieszczona jest prośba o szybkie potwierdzenie obecności prezydenta 10.04.2010 roku oraz prośba o przewodniczenie (nie o organizowanie) uroczystości.
http://ndb2010.files.wordpress.com/2010/05/10-kw...
3 marca 2010 roku Kancelaria Prezydenta złożyła u szefa Kancelarii Premiera Donalda Tuska, ministra Tomasza Arabskiego, zapotrzebowanie na przeloty Tu-154M z Warszawy do Smoleńska i z powrotem w dniu 10 kwietnia [9] Zgodnie z instrukcją HEAD, Tomasz Arabski koordynuje zlecenie i wykonanie zamówień na przeloty min. Prezydenta, premiera, Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu.
Dzień później 4 marca 2010 roku po tym praktycznie ostatecznym potwierdzeniu obecności prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego w Katyniu i Smoleńsku w dniu 10.04.2010 roku pojawia się informacja, że premier Rosji W. Putin skontaktował się z premierem D. Tuskiem i poprosił go o rozdzielenie wizyt i przybycie w terminie innym niż oficjalne polskie uroczystości.
„(...)Z nieoficjalnych informacji tygodnika "Wprost" wynika, że nie jest pewne, iż Donald Tusk oraz Lech Kaczyński wezmą udział w tych samych obchodach rocznicowych w Katyniu. Uroczystości zaplanowano na 10 kwietnia. Informację tą potwierdza Informacyjna Agencja Radiowa. Z ustaleń tygodnika wynika, że premier Tusk nie potwierdził jeszcze oficjalnie swojego udziału w obchodach organizowanych 10 kwietnia. Powodem tej zwłoki ma być nieoficjalna propozycja, jaka padła ze strony rosyjskiego premiera, Władimira Putina.
Szef rosyjskiego rządu miał zaproponować, aby premierzy Polski i Rosji pojawili się wspólnie w Katyniu nie 10, a 7 kwietnia. Konkretnej daty udziału polskiego premiera w obchodach rocznicowych w Katyniu nie chciał także ujawnić rzecznik prasowy rządu, Paweł Graś. Dziennikarze "Wprost" twierdzą, iż ostateczna decyzja co do udziału Donalda Tuska w obchodach katyńskich zapadnie prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu. To właśnie wtedy do Moskwy wybiera się polska grupa robocza zajmująca się organizacją obchodów(...)
Jeszcze 4 marca 2010 prezydent Lech Kaczyński mówi dziennikarzom, że chciałby wspólnych uroczystości [10]
„Ja myślę, że byłoby lepiej, żeby to była wspólna wyprawa prezydenta i premiera, ale jeżeli jest to niemożliwe, to ja jadę w dniu, w którym będą podstawowe uroczystości, a to jest 10 kwietnia”.
Jednak tego samego dnia szef Kancelarii Premiera Donalda Tuska, Tomasz Arabski nie czekając na wyjazd zaplanowanej grupy roboczej mówi, że zapadła decyzja o rozdzieleniu wizyt [11] „premier Tusk będzie w Katyniu 7 kwietnia na zaproszenie Putina, tego dnia dojdzie do spotkania obu premierów i dyskusji na temat spraw bieżących”.
Tym samym na wniosek W. Putina i przyzwolenie D. Tuska odrębność obu uroczystości i ich dat zostaje oficjalnie potwierdzona. Widać, więc, że rozdzielenie wizyt zostało ogłoszone, gdy Prezydent Lech Kaczyński ponaglany przez rząd Tuska złożył zamówienie na samoloty w dniu 10.04.2010 roku.
Fragment roboczy powstającej książki znajduje się na poniższej stronie:
http://ndb2010.files.wordpress.com/2010/05/tusk-...
1. http://gazownictwo.wnp.pl/janusz-kowalski-kancel...
2 http://gazownictwo.wnp.pl/doradca-prezydenta-eur...
3 http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=2011041...
4 http://www.uwazamrze.pl/artykul/800990.html
Tygodnik „Uważam Rze” - Notatka ze spotkania w Ministerstwie Kultury 19 stycznia 2010 r. Dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Jacek Miler podaje w niej na początku, jako najważniejsze, ustalenie: „Dyrektor Agnieszka Wielowieyska (z Departamentu Spraw Zagranicznych KPRM – przyp. red.) poinformowała, że prezes Rady Ministrów potwierdził wstępnie swój udział w oficjalnych państwowych uroczystościach w Katyniu oraz zaakceptował 10 kwietnia jako datę głównej ceremonii”.
5 http://www.wprost.pl/G/elements_gallery/0_127341...
6 http://www.naszdziennik.pl/zasoby/smolensk/biala... (strona 30)
7 http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/1085...
8 http://fakty.interia.pl/raport/wybory-2010/news/...
9 ”Polityczne tło katastrofy - Memoriał przygotowany na Zgromadzenie Obywatelskie zwołane na dzień 10 września 2010 r- strona 25
10http://wiadomosci.wp.pl/title,L-Kaczynski-wolalbym-byc-w-Katyniu-z Tuskiem,wid,12044087,wiadomosc.html?ticaid=1def1
11 http://www.rp.pl/artykul/442600.html?print=tak&p...
TRZEBA WIEDZIEĆ I PAMIĘTAĆ O TYM, CO WYŻEJ I NIE PRZEKŁAMYWAĆ HISTORII, JAK TO CZYNI TUSK DLA RATOWANIA SWOJEJ SKÓRY |
|
Komentarzy:
5
|
|
rok 1981
2012-04-18
|
"Istniał kiedyś język zrozumiały dla wszystkich.
Był to język zapału, czynów dokonywanych z miłością i ochotą, w poszukiwaniu upragnionego celu, w który wierzono". PAULO COELHO
Postanowiłam dokończyć moją opowieść o sobie, więc czynię to, acz niechętnie, bowiem zdaję sobie sprawę, iż zbytnia otwartość nie popłaca i, w zasadzie, niewiele kogo interesuje mój życiorys .
Skoro jednak powiedziało się „a”, należy, a nawet wypada , powiedzieć „b” - bez względu na odbiór - przychylny lub nie – ew. czytelników.
Zatem było tak:
Pewnego dnia, nie pamiętam daty, ale chyba w lipcu lub sierpniu 1981 r. , poszła fama, że na obrzeżach granicy polsko-rosyjskiej stacjonuje wojsko radzieckie z zamiarem wkroczenia z interwencją do naszego kraju. Popłoch w biurze Komisji. Wójcik, Muszyński i inni, wielce poruszeni, szeptali coś między sobą po kątach, nie wprowadzając nas, mnie w meritum sprawy. Muszyński kazał mi gdzieś zadzwonić, a kiedy przedłużało się połączenie – zaczął wykrzykiwać, że mam się pospieszyć, bo sprawa b. pilna, nie cierpiąca zwłoki.
Spojrzałam na niego, zdziwiona reakcją i odpowiedziałam, by się uspokoił, a ja nic innego nie robię, jak staram się o ten kontakt. I ma na mnie nie wrzeszczeć.
Czasem ludzie, zdawałoby się, odporni na różne stresowe sytuacje, potrafią jednak tracić głowy. U mnie jest odwrotnie. Błaha rzecz może wyprowadzić z równowagi, ale w sytuacji kryzysowej – jestem wyjątkowo opanowana. Miałam takich prób co najmniej kilka.
Następnego dnia atmosfera się uspokoiła i alarm został odwołany.
Pod koniec sierpnia otrzymałam propozycję od znajomych koleżanek z Instytutu Matematyki objęcia „stołka” dyrektora administracyjnego , jako że dotychczasowa ich szefowa, wyjeżdżała na dłuższy czas za granicę i nie mogła już spełniać swoich funkcji od września tego roku.
Nie miałam zbytniej ochoty podejmować się nowych, odpowiedzialnych zadań tym bardziej, że zdrowie coraz bardziej szwankowało i nie wiedziałam, czy podołam fizycznie obowiązkom, które na mnie spoczną. W końcu, dałam się namówić i w tej sprawie, czyli zwolnienia z pracy w KZ, udałam się do Wójcika. Przychylił się do mojej prośby, zaznaczając jednak , że będzie im mnie wielce brakowało jako dobrej, rzetelnej pracownicy (ile było w tym szczerego wyznania , skoro potem, w księdze, wydanej w. 2005 r. n.t. działalności KZ – nie było nawet wzmianki, że z nimi współpracowałam , a jednym z współredagujących to wydanie był właśnie pan Tomasz Wójcik ?!)). Angaż podpisał inż. W. Myślecki – jeden z aktywnych działaczy „S”, który po wybraniu rektorem Politechniki prof. T. Zipsera (także „solidarnościowca” - został szefem jego gabinetu.
W pierwszych dniach września odbył się I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w hali Oliwii w Gdańsku, a delegatami od nas byli m.in. Stanisław Huskowski, Tomasz Wójcik, Jan Waszkiewicz, Kornel Morawiecki.
Jan Waszkiewicz, który był wybierany do najwyższych władz związkowych – okazał się jednym z TW ubecji. Przyznał się do tego przed paroma laty, a raczej "przypomniał" sobie, że w 1969 r. rozmawiał z kimś z UB, ale dopiero po zdemaskowaniu go przez IPN, przepraszając za zaszłości, ale nie czując się winnym, jak i inni "odkryci". Nie on jeden był notowany (pisałam o tym wcześniej). Nazwisko drugiego działacza „S”, także obecnego profesora Szkoły – zostało ujawnione nie tak dawno, jak i kilkoro innych, a ilu nie zostało odkrytych ?
Kiedy Kaczyński ma zastrzeżenia do pewnych osób i działań – mieni się go wariatem i chorym na punkcie teorii spiskowych. A realia są gorsze nieraz, niż sobie wyobraża nawet najbardziej nieufny i „węszący” zdrady osobnik. PO – owcy, jak by spadli z księżyca , ciągle wytykają swoim przeciwnikom politycznym, ale przede wszystkim opozycji pisowskiej, iż nikomu nie wierzą, szukają dziury w całym itp.
A to, co ujawniam, to tylko wierzchołek góry lodowej i nikt nie ma pojęcia, nie umiałby napisać takiego scenariusza, jaki się odgrywa w rzeczywistości politycznej, gdzie intryga goni intrygę, a mordy na wrogach, którymi są często krajanie, osobistości na wysokich stanowiskach, przeszkadzający niektórym w ich dążeniu do karier – nie tylko nie są rzadkie, a dość częste i okrutniejsze, niż niektórym to się wydaje.
Takie gadanie, jakie rozpowszechniają działacze PO (inni też, ale nie w takiej skali), to świadczy albo o ich ciemnocie, albo celowej, propagandowej robocie, by „uświadamiać” maluczkich, iż TAMC I, to be, a oni, to cacy, bo tacy ufni i otwarci dla wszystkich !!! To drugie jest najbardziej prawdopodobne. |
|
Komentarzy:
4
|
|
ARTYKUŁ N.T. SMOLEŃSKA -WYPOWIEDZI PROFESORÓW
2012-04-09
|
WIECIE, CO BY POWIEDZIAŁ PAPIEŻ - POLAK, GDYBY ŻYŁ ? NIE LĘKAJCIE SIĘ POZNANIA PRAWDY !
SMOLEŃSK: HONOR PROFESORÓW
wilk na kacapy, 9 kwietnia, 2012 - 05:50 KrajSmoleńsk zamach
Pozwalam sobie za Niezalezna zacytowac ciekawy artylul.
Zamach w Smoleńsku to dekapitacja elit patriotycznych funkcjonujących w strukturach państwa. Ale czyżby tylko niecała setka Polaków stanowiła o naszej godności narodowej umocowanej konstytucyjnie? Zwykli ludzie natychmiast wyszli na ulice i zamanifestowali niepokój o co najmniej dziwność tej tragedii. A ludzie nauki?
Z humanistów pierwszy zareagował profesor Jacek Trznadel – znawca Katynia - upominając się o umiędzynarodowienie śledztwa.
A ścisłowcy? Bohaterem pierwszego dokumentu złożonego oficjalnie w prokuraturze (list o popełnieniu przestępstwa) był fizyk, profesor Mirosław Dakowski, który naukowo, niepodważalnie obśmiał propagandowe ściemy, ową koncepcję "pancernej brzozy", co to złamała skrzydło Tupolewa i spowodowała jego beczkę nad ziemią, oraz zażądał prawdziwych dowodów na wyjaśnienie tego, co się na Siewiernym stało.
"Prawa fizyki, jak i prawa logiki, obowiązują bezwzględnie. Nie da się ich zmienić, bo są to prawa natury; stoją one ponad „prawami” geo-polityki czy socjologii" – napisał.
Za nim poszedł profesor mechaniki i matematyki stosowanej, Zdzisław Śloderbach, pracownik naukowy Politechniki Opolskiej, specjalista od wytrzymałości materiałów. „Zjawisk fizycznych i myślenia logicznego nie da się oszukać” - powtórzył publicznie za poprzednikiem.
"Musiała być inna przyczyna takiej destrukcji samolotu aniżeli zetknięcie maszyny z ziemią przy locie koszącym. Taką przyczynę, którą konsultowałem z innymi profesorami, mogła spowodować tylko „nietypowa, niekonwencjonalna” eksplozja. Wszystko wskazuje, że mogła to być eksplozja ładunku tzw. termobarycznego. Inni to nazywają bombą próżniową, eksplozją wolumetryczną, a jeszcze inni – bombą paliwową. Takie skutki rozczłonkowania kadłuba samolotu mogła spowodować tylko energia wywołana przez „specjalny” ładunek wybuchowy, a nie zetknięcie z grząską błotnistą ziemią, porośniętą rzadkim laskiem (samosiewnym młodnikiem) i jedną trochę grubszą brzozą."
Zaapelował też o odwagę do kolegów z innych uczelni mających wiedzę o wytrzymałości materiałów, aerodynamice i kinematyce lotów. Wymienił nawet na Politechnice Warszawskiej – Wydział Mechaniki Energetyki i Lotnictwa tzw. MEL i na Politechnice Rzeszowskiej – Wydział Budowy Maszyn i Lotnictwa.
I co? I cisza. Aule politechniczno-uniwersyteckie "makiem zasiali".
Teraz przyszli z pomocą profesorowie zza granicy, Amerykanin patomorfolog Michael Baden oraz naukowcy polskiego pochdzenia z USA. Ustalenia zespołu fizyka z University of Maryland prof. Kazimierza Nowaczyka oraz kierownika Wydziału Inżynierii Cywilnej na uniwersytecie w Akron w Ohio, prof. Wiesława Biniendy a także trzeciego z ekspertów, dr inż. Grzegorza Szuladzińskiego z Analytical Service Ply Ltd. w Australii, za najprawdopodobniejszą przyczynę katastrofy uznają dwie eksplozje na pokładzie. Zdaniem tego ostatniego eksperta charakter zniszczeń Tu-154M wyklucza, by doszło jedynie do awaryjnego lądowania lub upadku.
Przylecieli z PRAWDĄ do Brukseli!
Ich upublicznione na skalę międzynarodową ekspertyzy są teraz nowym elementem, jaki muszą wziąć na warsztat w grze operacyjnej mordercy rozsiewający mgłę z Siewiernego w Wielkiej Ściemie nad Wisłą.
I oto czytam w biuletynie marcowo-kwietniowym "Solidarności" (Krajowej Sekcji Nauki), że grupa inicjatywna profesorów z całej Polski, specjalistów z mechaniki i fizyki, chce przebadać wrak Tupolewa. Najpierw jednak 18 naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego postanowiło powiadomić o tych zamiarach (zbadaniu metodami naukowymi mechaniki zniszczenia samolotu) w artykule na łamach swojego kwartalnika uniwersyteckiego. Chodziło oczywiście o przygotowanie gruntu pod fundusze z państwowego granta, czyli w praktyce otrzymanie kasy od tych, co są strażnikami "siódmej pieczęci". I tu, koń by się uśmiał – naukowcy są doprawdy zdziwieni i niemile zaskoczeni – cenzura pani rektor spadła na inicjatorów jak grom z jasnego nieba: oto prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow powiadomiła ich, że nie mogą liczyć z tym tekstem na publikację.
Naukowcy więc odwołali się do Senatu (na ręce profesora Grzegorza Chałasińskiego – brata Jejmość Rektor Magnificencji), ale czas płynął a z odpowiedzią echo...
[Przy sposobności, G. Chałasiński o siostrze i nepotyźmie: "Między nami jest mniejsza zależność niż między braćmi Kaczyńskimi w czasach, gdy jeden był prezydentem i powołał brata na premiera."]
Profesor Lucjan Piela napisał też prywatny list do koleżanki Kasi, gdzie pyta bez woalu: "Po co masz występować w historii jako autorka cenzury? Nie bój się...".
Profesor Piotr Witakowski z AGH jest koordynatorem chętnych do wzięcia udziału w badaniach szczątków samolotu.
Czytam więc, że dziekan Wydziału Mechanicznego Wojskowej Akademii Technicznej, jako jeden z nielicznych, odpowiedział na list, w którym grupa naukowców apelowała o wsparcie Komitetu Mechaniki Polskiej Akademii Nauk o podjęcie działań na rzecz naukowego zbadania lotu Tu-154M 10 kwietnia 2010 roku.
"Wojskówka" z WAT-u już się więc operatywnie włączyła, zatem środki finansowania na wyspecjalizowane stanowiska badawcze się znajdą, nie tylko dla "profesorów" z epoletami i skoszarowanych, ale także w Krakowie na AGH, znanej kuźni inżynierii marksistowskiej dla przemysłu.
Zagrożenie jest spore, bo w zawłaszczaniu "ścieżek podejścia do prawdy" agentura ma w ostatnich dwu latach same sukcesy. Rozzuchwaliła się jednak – i to ją może w końcu zgubić, bo nie tylko zwykli ludzie widzą, ale także tu i ówdzie świat nauki włączył rozum: nie może liczyć na domniemanie niewinności uczestnik kryminalnego zdarzenia mataczący, kłamiący i zacierający ślady. Zwłaszcza przy zbrodni na taką skalę.
Niespełna dwa lata temu pisałem w artykule pt. "Żródła prawdy biją":
"Tysiące faktów i dokumentów dotyczących "Katynio-Smoleńska" mamy niemal w zasięgu ręki – mataczący winowajcy o tym wszakże doskonale wiedzą. Że przecież coś jednak z heroizmu Pierwszej Solidarności w ostatnim dwudziestoleciu w kraju się przechowało czy nawet tu i ówdzie zakrzewiło, więc zdrajcy nie mogą być do końca pewni współpracowników ludzi, których obsadzają i opłacają w urzędach i na newralgicznych stanowiskach. Były także dwa lata rządzone przez Prawo i Sprawiedliwość, co zapewne przełożyło się w jakiejś mierze na uczciwą część obsady administracyjnej w kraju. Również kilka struktur państwowotwórczych o patriotycznym wydźwięku wykreował śp. Prezydent, także wielu mądrych i odważnych uczniów zostawiły po sobie ofiary jako Mistrzowie, w końcu jakby nie było kwiat inteligencji naszych czasów urzędujący na jakże ważnych stanowiskach (Parlament, Senat, Wojsko, Kościół, IPN, NBP, Rzecznik Praw Obywatelskich, Polskie Dyktando na Śląsku). Zginęła na lotnisku Siewiernyj omal w komplecie dowódcza, wybitna generalicja polska, co z pewnością wśród niektórych ambitnych młodych oficerów także musiało nie przejść bez skurczu serca. A ponadto jest na służbie sporo funkcjonariuszy potrafiących kojarzyć to i owo w instytucjach i strukturach po Janie Olszewskim, Antonim Macierewiczu, Mariuszu Kamińskim, Zbigniewie Ziobro czy Bogdanie Święczkowskim. No i rodziny ofiar nie żyją przecież w izolacji na jakimś pustkowiu. W tysiącach miejsc, z milionów serc biją źródła prawdy o tej sprowokowanej tragedii narodowej."
Jest Wielka Sobota 07.04.2012 – okres niepojętej przemiany cierpienia najpierw w Odwagę, a poźniej w Prawdę. Najważniejsi są w Wielkanoc możni, uzurpatorzy elit naznaczeni piętnem Grzechu Zaniechania – módlmy się za nich o wstrząs w pojmowaniu Smoleńskiej Ofiary. Zatem za Was, utytułowani naukowcy, bym się szczególnie modlił.
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content...
https://ngopole.wordpress.com/2011/05/13/%e2%80%......
http://www.solidarnosc.org.pl/~ksn/Bullet/2012/nr3_4(192_193)d
|
|
Komentarzy:
8
|
|
WYPOWIEDŻ NA FORUM - DLA PATRIOTÓW POLSKICH DO WIADOMOŚCI !!!
2012-04-06
|
LEPIEJ NIE MOŻNA BYŁO ZREFEROWAĆ HISTORIĘ ZAKŁAMANIA III RP I KORZENI JEJ AUTORÓW - dlatego skopiowałam z forum i umieściłam na swoim blogu - niech czytają WSZYSCY. Dziękuję
Zaloguj sięWięcejPocztaTwoje danePowiadomieniaZmień hasłoWyloguj sięStrona główna OnetuUstaw Onet jako stronę startowąOnet wiadomosci.onet.pl wersja mobilnaOnet.plStartKraj Regionalne Świat Kiosk Nauka Ciekawostki Daj znać Inne Sawka SERWIS Wideo Foto Prawdomierz CNN Białystok Bydgoszcz Gorzów Wielkopolski Kielce Kraków Lublin Łódź Olsztyn Opole Podhale Poznań Rzeszów Szczecin Śląsk Toruń Trójmiasto Warszawa Wrocław Zielona Góra Wielka Brytania i Irlandia Tu jest Polska
Wiadomości Internet Tylko w Onecie Biznes Blogi Sport Wideo Sondy Quizy Źródła Tagi Raporty Onet News Mobilny Onet Fotoreportaże Dyskusje Archiwum Lotto CNN Waszym zdaniem StartKrajRegionalneŚwiatKioskNaukaCiekawostkiDaj znaćSawka SERWISWideoFotoPrawdomierzCNNprzwiń do góryprzwiń w dółForum
Dotyczy: Kat astrofa smoleńska
Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie dlaczego, mimo serii partię, która nie potrafi rządzić.
Otóż odpowiedź jest prosta. Ze strachu.
Przed Kaczyńskim!!! - dopowiadacie Państwo chórem.
I tu się Państwo mylicie!!! Bo oni głosują za Tuskiem nie tyle ze strachu przed samym Kaczyńskim, co z obawy przed ujawnieniem PRAWDY, którą może zdemaskować prawica! A mówiąc dokładniej głosują tak ogarnięci lękiem, że narodowcy, jeśli przejmą władzę, zdemaskują ich prawdziwy rodowód. Rodowód zakłamywany od wielu pokoleń.
Bo oni się boją jak ognia, by nie wyszło na jaw, że ich pradziadowie byli analfabetami, złodziejami, bandziorami spod ciemnej gwiazdy, wyzutymi z ludzkich uczuć oprawcami, którzy z zimną krwią mordowali każdego, kto się przeciwstawił ogarniającej Polskę pandemii komuny. Chodzi o to by się nikt nie dowiedział, iż władza Platformy oparta jest na kultywowanej z pokolenia na pokolenie ideologii przemocy, kłamstwa, fałszu i obłudy.
Poza tym poplecznicy platformy doskonale wiedzą, że ich partia właśnie przekroczyła granicę bezkarności i jeśli utraci władzę, zostanie rozliczona za te wszystkie draństwa, na jakie naraziła Polskę. Dlatego zagłosują choćby na samego diabła, byleby tylko ukryć tę wstydliwą prawdę.
Uwaga! To co napisałem wyżej nie odnosi się do przyzwoitych ludzi, którzy stali się sympatykami Platformy przez przypadek, gdyż dali się nabrać na te wszystkie brednie, jakie obiecywał Premier. Bo tacy też są w partii Tuska, lecz na szczęście ostatnio, co widać w sondażach, poszli po rozum do głowy.
Proszę mi teraz pozwolić, że przypomnę jak to było.
Pieta polska rozpoczęła się w Jałcie, kiedy w wyniku zdradzieckich ustaleń Wielkiej Koalicji, okupację hitlerowską Polski zastąpiono aneksją sowiecką. W efekcie, nasze społeczeństwo zostało po wojnie podzielone na hołdującą polskiej tradycji mniejszościową frakcję patriotyczno-narodową oraz większościowy i bezideowy trzon komuszo-ubecki, zaprzedany bez reszty rodzącej się pro-sowieckiej władzy.
W tym układzie, w czasach stalinowskich (lata 40/50) władza w Polsce przeszła w ręce analfabetów przerzucanych masowo z zacofanej wsi do miasta celem wyniszczenia resztek inteligencji o korzeniach przedwojennych. Tym samym rozpoczęto trwający de facto do dnia dzisiejszego proces sowietyzacji Polski realizowany metodą konsekwentnej demoralizacji polskiego społeczeństwa. Brano głównie niepiśmiennych wykolejeńców, bandziorów i degeneratów, bo prawdziwi chłopi mielili swoją godność, która wykluczała przejście na stronę czerwonych.
Uwaga!Błog W tym miejscu chciałbym podkreślić, że w żadnym razie nie zamierzam deprecjonować en mass ludzi pochodzących ze wsi. Wieś polska, także w tamtym czasie, wydała wielu wspaniałych Polaków. Byli to jednak synowie starych chłopskich rodów walczących o polskość pod hasłem BÓG HONOR OJCZYZNA wyhaftowanym na swoich sztandarach. Niestety ta wierna Polsce część społeczności wiejskiej stanowiła jedynie znikomy procent masy chłopskiej, która, nie ma, co ukrywać, zdemoralizowana okupacją hitlerowską, bez skrupułów przeszła na współpracę z czerwonymi.
Ja pisząc notkę nie miałem Broń Boże na myśli kultywujących tradycję Bartosza Głowackiego, Michała Drzymały, Klemensa Janickiego i wielu im podobnych wielkich i zasłużonych Polaków, którzy w czasach pokoju byli ciężko pracującymi gospodarzami a w czasie wojny przelewali krew za Polskę.
Ja mam na myśli tych, którzy czas pokoju przesiadywali w karczmie, a w czasie wojny kolaborowali z okupantem, żeby mieć na wódkę. Mnie chodzi o tak zwany "desant z czworaków", obiboków i nierobów, którzy okradali dwory gdy władza ludowa wyganiała z nich właścicieli. Tych, którzy z dziada pradziada byli parobkami, bądź pastuchami mając nieróbstwo zakodowane w genach. Mnie chodzi o bandę drobnych złodziejaszków, którzy za okupacji gwałcili żony tych, którzy się bili za Polskę, którzy kradli kury po wsiach. Tych którzy wydawali w ręce wroga partyzantów, a po wojnie nowa władza robiła z nich "bojowników o wolność i demokrację". Mnie chodzi o wiejskich renegatów i alkoholików , których nikt nie chciał zatrudnić bo tylko "wódę chlali, kradli i narzędzia psuli".
Bo to właśnie takich ludzi władza ludowa przerzucała po wojnie do miasta, bo jak już wspomniałem prawdziwy chłop ziemi by nie opuścił. I nie okłamujmy siebie i młodych pokoleń Polaków, że było inaczej.
W miastach pobudowano dla tego motłochu bloki, które się motłochowi zdały pałacami. Potem umożliwiono motłochowi ukończenie szkoły podstawowej, co ten uznał za awans społeczny. Z czasem, ta z grubsza okrzesana w hotelach robotniczych hałastra o mózgach przeżartych bimbrem i syfilisem przepoczwarzyła się w coś w rodzaju "przyzakładowych wierchuszek". To wtedy powstała rządząca ówczesną Polską klasa renegatów bez określonego rodowodu i moralnego kręgosłupa nazwana "władzą ludową". Jednocześnie czerwona propaganda tłukła tej gawiedzi do głowy, że swój awans zawdzięcza dbającej o jej interesy pro-sowieckiej władzy, co się zakodowało w mózgach tych wykolejeńców w formie bezwolnego oddania i ślepej wdzięczności dla komuny.
To ci właśnie ludzie stanowili wierny Stalinowi pierwszy rzut Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To ich mianowano trzęsącymi krajem sekretarzami, ministrami podległego Moskwie rządu, rektorami wyższych uczelni, dyrektorami przedsiębiorstw, komendantami milicji i współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa. To oni mordowali w nierównej walce "żołnierzy wyklętych" poddając ich przed śmiercią straszliwym prześladowaniom i torturom. To oni wydawali wyroki śmierci na akowców dopilnowując by je wykonano.
W następnym pokoleniu nazywanym okresem gomułkowskim (lata 60-te), dzieci zdegenerowanej komuszej wierchuszki zrobiły już maturę, co dało zaczyn tak zwanej "nowej inteligencji", drastycznie odmiennej kulturowo od inteligencji przedwojennej. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu "nowa inteligencja" określeniem "klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu" charakteryzujących się atawistycznym parciem do kariery bez żadnych hamulców natury moralno etycznej, a także wypływającą z kompleksów nienawiścią do ludzi kultury wysokiej.
W epoce Gierka (lata 70-te) "nowa inteligencja" dzięki komuszym układom pokończyła studia i objęła praktycznie wszystkie kluczowe stanowiska w Państwie. W ten sposób powstała kasta "komuszej arystokracji" wyraźnie uprzywilejowanej w stosunku do pauperyzowanej reszty społeczeństwa, która odmawiała kolaboracji z komuną. Już wtedy można było zauważyć oznaki buty intelektualnie nowobogackich arogantów, których Ludwik Dorn wyjątkowo trafnie nazwał "klasą wykształciuchów". To wtedy powstały komusze koterie, które nieprzychylnych komunie zepchnęły na margines egzystencji. To wtedy ukonstytuowała się doktryna, że lewactwo to cnota i sposób na życie.
W kolejnym pokoleniu "Solidarności i Okrągłego Stołu" (lata 80/90), skażeni genetycznie sentymentem dla komuny wnukowie służalców Stalina stworzyli podwaliny Trzeciej RP. To spośród nich formowano szeregi Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej (ZOMO), to nimi obsadzano struktury WSI i służb specjalnych, spośród nich werbowano tajnych współpracowników SB, to oni poparli wprowadzenie stanu wojennego ogłaszając generała Jaruzelskiego mężem stanu. To oni po "upadku komuny" zablokowali lustrację. To spośród nich wyrósł Adam Michnik, który wziął na siebie kontynuację procesu demoralizacji i niszczenia tożsamości narodowej Polaków przy pomocy Gazety Wyborczej, by się ostatecznie przy pomocy Geremka, Kuronia i Mazowieckiego dogadać z komunistami przy okrągłym stole. To wtedy postała zabójcza dla Polski oś Czerska - Ordynacka. To wtedy Adam Michnik wespół z Cimoszewiczem przekonali Polaków by wybrali Prezydentem Aleksandra Kwaśniewskiego stawiając tym samym post-komunistów u władzy de facto do dnia dzisiejsz""""ego. To wtedy Polska znów pękła na pół, rozpadając się na "lewacko" post-komunistyczną i "prawicowo" patriotyczno-solidarnościową.
Aż nadeszły nasze czasy (pokolenie lat 2000/2010) naznaczone przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej pod rządami SLD, krótkim okresem rządów braci Kaczyńskich zwanym Czwartą RP, a w ostatnim pięcioleciu zdominowane przez rządy Platformy Obywatelskiej pod wodzą Donalda Tuska, namazanego przez post-komunistów na "wiecznego premiera".
Po czasie wyszło na jaw (OFE, refundacja leków, ACTA, sport, autostrady, kolejnictwo, reforma emerytalna...), że mamy rząd, który nie potrafi rządzić.
A mimo to Platforma Obywatelska nadal prowadzi w sondażach. Dlaczego? Bo, jak już wspomniałem, ma za sobą głosujący wbrew logice post-komuszy elektorat, który jak diabeł święconej wody boi się każdej nowej władzy, która mogła by zdemaskować ich rzeczywiste korzenie.
Ale nawet ich trzeba było jakoś przekonać do coraz bardziej nieudolnych poczynań Platformy. I znowu do akcji wkroczył rezydujący przy ulicy Czerskiej redaktor gazety nie bez powodu nazwanej Wyborczą. Sprytny guru mentalnie nowobogackich snobów "różowego salonu III RP" doskonale znał odbierającą rozum moc utwierdzenia "wykształciucha" w przekonaniu o przynależności do "ELITY". Pan redaktor wiedział, że jak takiemu powie, że należy do cre^me de la cre^me III RP, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego wyróżnienia bezkrytycznie bronił do upadu. Więcej, że taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.
Jednocześnie doktrynerzy Platformy rozpętali gigantyczną nagonkę na opozycję prawicową, a Gazeta Wyborcza wyprodukowała tysiące artykułów mających przekonać Polaków, że: prawicowiec to oszołom; historia to zbytek; narodowa tożsamość to antysemityzm; polska tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; moralność to frajerstwo; wiara to ciemnogród; rodzina to anachronizm... i tak dalej.
W efekcie, choć gospodarczo poszliśmy do przodu, w post-komuszej Polsce nastąpiła dramatyczna cofka kulturowa, a "intelekt" modelowych popleczników Tuska niewiele się już różni od opisanego w "Malowanym Ptaku" Kosińskiego.
A obłuda wyzutej z wrażliwości Platformy sięgnęła niedawno przysłowiowych szczytów, kiedy ta załgana partia bez cienia skrupułów przywłaszczyła sobie chwałę za usankcjonowanie "Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych". Czy można sobie wyobrazić podlejszą obłudę niż wylewanie krokodylich łez nad losem żołnierzy zamordowanych przez przodków tych, którzy te łzy ronią??? Toż to już nie chichot historii, ale historyczna paranoja!!! I tylko patrzeć, jak potomkowie oprawców zaczną stawiać pomniki wymordowanym przez ich dziadów ofiarom.
Wielu przyzwoitych ludzi zadaje sobie pytanie, czy ludziom Platformy nie wstyd, że gnębiąc opozycję prawicową zdeptali polityczny obyczaj. Że w dążeniu do partyjnej hegemonii sięgają do przestępczych metod. Że wprowadzili w Polsce prawo dżungli. Że kto silniejszy, ten lepszy. Że cham chama chamem pogania. Że znowu wpędzono Polskę w monstrualne długi. Że śledztwo smoleńskie bez zmrużenia oka oddano sowietom. Że Polaków protestujących pod stocznią nazwano wyjącym bydłem. Że bezczeszczono modlących się ludzi. Że usunięto wszystkich niewygodnych, choć byli genialnymi fachowcami... długo można by wymieniać.
Więc pytam. A czegoż można się było spodziewać po prawnukach renegatów stalinowskiej władzy??? Czegoż można było oczekiwać po potomkach popleczników Bieruta, Gomułki, Gierka, Moczara, Jaroszewicza, Rakowskiego, Jaruzelskiego, Urbana, Michnika, na Donaldzie Tusku kończąc??? Co ci ludzie mogli wynieść z domu prócz prostactwa i służalczości wobec Moskwy? Poza wrodzoną żyłką do cwaniactwa, złodziejstwa, opilstwa i nieróbstwa??? Siła genów jest ogromna!!! Wciąż rządzą nami osobnicy wyzuci z wrażliwości i poczucia przyzwoitości. Ja znam tę kategorię ludzi, gdyż pamiętam, jakimi metodami zaszczuto na śmierć mojego ojca w latach pięćdziesiątych. A potem obserwowałem jak dzieci, wnuki i prawnuki tych oprawców przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie co lukratywniejsze stanowiska w Państwie.
Ale wróćmy, jeszcze do czasów powojennych. Otóż prawie wcale nie mówi się o tym, że wtedy, obok Żołnierzy Wyklętych, którzy stanęli do walki z komuną pod bronią, do walki z czerwoną zarazą stanęli także Polacy, których orężem zamiast karabinów była ich uczciwość i postawa życiowa wyrosła z tradycji tysiącletniej Rzeczpospolitej. Mam na myśli tych, których w czasach stalinowskich nazywano "zaplutymi karłami reakcji", za Gierka "wichrzycielami", po okrągłym stole "oszołomami", "nieudacznikami" i "ksenofobami", kończąc na tych, których już w naszych czasach premier Tusk nazwał pogardliwie "moherowymi beretami", czytaj ludźmi gorszej kategorii.
Chodzi mi o szeroko pojętą prawicę, albo, jak kto woli kilka milionów przyzwoitych ludzi, którzy nie dali się zgnoić komunie, ludzi mających poczucie godności, którzy poświęcili kariery i zbytki w służbie Polsce. Tych, którzy do dnia dzisiejszego nie ustali w walce z pogrobowcami komuny. Tych bezimiennych, skromnych, cichych bohaterów, których walka z czerwonym łajdactwem polegała na tym, że nigdy nie wstąpili do PZPR, za żadną cenę nie dali się zwerbować bezpiece, nie dali się kupić za talon na meblościankę, nie zdradzili ideałów Solidarności, a potem, w imię wartości wyniesionych z domu, jak od zarazy stronili od zawłaszczających Polskę różowych siewców nowego porządku.
Długo się zastanawiałem, jakimi słowy można by uhonorować i wyrazić wdzięczność dla tych wspaniałych Polaków i pięknych umysłów. Pisałem, kreśliłem, odkładałem zmięte kartki i próbowałem od nowa. Ale wciąż czegoś brakowało, wciąż było za mało. Aż mi Pan Bóg podsunął refren ballady Reinharda Mey?a:
Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci
Poplątani, w siebie wpełznięci,
Ci Odrzuceni, Przygnębieni, Przygarbieni.
Do ściany Przyciśnięci.
Błogosławieni ci Szaleni.
Moim zdaniem słowa tego pięciowiersza wiernie oddają stan ducha milionów uczciwych Polaków, którzy nie bacząc na szykany, krzywdy i ostracyzm ze strony post-komuszych rządów nie ustali w walce z czerwoną pandemią do dnia dzisiejszego.
Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci
W czasach stalinowskich nadłamywano ich terrorem władzy ludowej i Urzędu Bezpieczeństwa, za Gierka próbowano skruszyć skazywaniem na pauperyzację, w czasie Solidarności, a później stanu wojennego zastraszano ich oddziałami ZOMO i ścieżkami zdrowia, w czasie okrągłego stołu kuszono konfiturami za przejście na stronę różowych, a za rządów Tuska dyskryminowano ich szantażem poprawności politycznej.
Lecz mimo to ci odważni ludzie byli nieugięci, choć już w "wolnej" Polsce przychodzi im za to płacić statusem obywateli drugiej kategorii. I to nie są, jak się błędnie sądzi, tylko ludzie Kaczyńskiego i Ziobry, których ogarnięta paniką Platforma chce wyłączyć z polityki stawiając przed Trybunałem Stanu. To jest wielomilionowe, prawicowe, patriotyczno-solidarnościowe skrzydło polskiego społeczeństwa, które w imię wartości wyniesionych z domu nigdy się zbratało z czerwonymi.
Poplątani, w siebie wpełznięci
Tak. Ale czyż można się temu dziwić? Przecież tylko ucieczka w siebie mogła być ratunkiem dla kochających Polskę uczciwych i wrażliwych ludzi, gdy patrzyli na to wszystko, co się działo z Polską.
Bo choć kraj wypiękniał, choć żyje się lepiej i wygodniej, choć sklepy są pełne i za pieniądze można dostać wszystko, coś się stało złego z naszą polską duszą. Polska krwawi, mimo, że jest wolna. Dlaczego? Bo wciąż kilka milionów Polaków czuje się pod rządami Tuska intruzami we własnej Ojczyźnie.
A jak patrzę na te wszystkie świństwa, które od pięciu lat wyrządza Polsce obóz władzy, coraz częściej myślę, że chyba nawet za komuny nie było aż tak źle. Tę samą opinię coraz częściej słyszę od moich znajomych.
Gorzkie to stwierdzenie, ale trzeba sprawiedliwie przyznać, że czerwoni przynajmniej stwarzali pozory, że liczą się z ludźmi. Natomiast arogancja, bezczelność i buta Platformy sprawiają, iż coraz częściej dochodzę do wniosku, iż ta partia w pomiataniu ludźmi i oszukiwaniu społeczeństwa posuwa się znacznie dalej, niż niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. A tylko patrzeć jak do nich dołączy Alibaba Palikot i jego czterdziestu zdegenerowanych rozbójników.
Przygnębieni, przygarbieni, do ściany Przyciśnięci
A jacy mogą być wrażliwi i prawi ludzie wobec otaczającego ich zewsząd prostactwa, draństwa, chamstwa, bezguścia i coraz powszechniejszego odmóżdżenia??? Bo modelowy zwolennik Platformy to przebrany w szaty kultury wysokiej euro-burak, albo lepiej jamochłon, któremu do życia wystarcza otwór gębowo-odbytowy, karta kredytowa, plazmowy telewizor na ścianie i świadomość, że jest "lepszy" od "gorszej" reszty. To tacy jak on nie zdejmują nogi z gazu, gdy na zebrę wchodzi matka z dzieckiem, a na "wytwornych" rautach salonu III RP łokciami się przepychają do żarcia, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczyli szynkę. Tylko tyle Polska odziedziczyła w spadku po komuszo-ubeckich antenatach kasty, która dziś pomiata uczciwymi Polakami!!!
Czastuszki (Bierut), pieśni o Stalinie (Gomułka) - Festiwal Piosenki Radzieckiej (Gierek) - subkultura disco polo (Kwaśniewski) i zagnieżdżone w wielkich miastach napływowe "towarzystwo" wzajemnego zachwytu nad samymi sobą, vide: blog RRK i "Drugie śniadanie mistrzów" (Tusk et consortes). Oto "kulturowy" dorobek post-komuszych "elit".
I choć nie ma już wojsk sowieckich w Polsce, choć mamy już, przynajmniej na papierze wolność i demokrację, to komuna w Polsce nie do końca upadła.
W efekcie ludzie znów boją się politykować na głos w kawiarni, w pracy, ba, nawet przy rodzinnym stole. Boją się, bo wiedzą, że jedno krytyczne zdanie o Tusku i jego Platformie grozi ostracyzmem, towarzyską banicją, odsunięciem od konfitur, z wyrzuceniem z pracy włącznie.
W czasach stalinowskich ludzie bali się słuchać Radia Wolna Europa. A dzisiaj ich prawnuki lękają się przyznać w pracy, że czytają prasę prawicową, żeby ich mianowany przez Platformę szef nie pozbawił premii. Gorzej! Mediom niepokornym wobec rządu zabiera się prawo do emisji. Więc pytam. Gdzie ta wolność??? Gdzie ta demokracja??? A potem rządzący się dziwią, że ludzie wciąż śpiewają: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!".
Znowu powróciła konspiracja. Do dzisiaj pamiętam jak w latach pięćdziesiątych mama przysłaniała okna i obijała ściany kilimami, bo ubecy byli wszędzie, jak w czasie Solidarności z duszą na ramieniu nosiłem ulotki, jak w stanie wojennym robiłem po kryjomu paczki dla internowanych. A dzisiaj? Gdy mowa o polityce, w kawiarniach ludzie znowu przyciszają głos i przysłaniają dłonią usta podając sobie pod stołem odbite na ksero wycinki z prasy politycznie niepoprawnej.
Nie o taką Polskę walczyli uczciwi Polacy! Nie o taką!
Błogosławieni, ci Szaleni
Ostatnio coraz częściej się słyszy opinię, że odkąd Tusk przejął władzę, skończyła się Polska. Że już wszystko przepadło, bo piarowcom Platformy udało się wszczepić w polskie mózgi przeświadczenie, iż na platformerskie rządy nie ma siły, a ci, którzy nadal walczą o prawdziwie wolną Polskę to ludzie szaleni.
Otóż, nie dajmy się zwieść tym komuszym podszeptom. Bo gdyby tak na to patrzeć, to trzeba by uznać, że powstańcy warszawscy byli nieodpowiedzialnymi wariatami, co nam nota bene przez całe dekady próbowali wmówić komuniści. A jednak mamy Muzeum Powstania Warszawskiego zbudowane jako symbol bohaterstwa i mądrości powstańców, którzy stanęli do walki o Polskę zdawało się w beznadziejnych i nie wartych ofiar okolicznościach.
Podobnie było, kiedy się rodziła Solidarność. Czerwona propaganda też wmawiała wtedy ludziom, że strajkujący Polacy to nieodpowiedzialni szaleńcy, którzy się porywają z motyką na słońce, bo Moskwa nigdy nie da zgody na upadek komunizmu w Polsce. I co? "Niemożliwe" po raz wtóry stało się możliwym.
I podobnie jest teraz. Po raz trzeci wyniszczająca Polskę post-komusza szajka tłucze Polakom do głowy, że tylko Platforma może nam dać szczęście, a ci, którzy są odmiennego zdania to oszołomy i szaleńcy.
I znowu, właśnie ci "błogosławieni szaleńcy" są ostatnią nadzieją na prawdziwie wolną Polskę. Bo tylko oni, z pomocą mądrej części społeczeństwa, mogą nas wyzwolić z post-komuszych szponów.
I trzeba to zrobić niezwłocznie! Nim będzie za późno!
Czy pamiętacie jeszcze słowa refrenu hymnu Polski Podziemnej??? Nie? Więc przypominam:
Do broni! Jezus Maryja! Do broni!!!
Bo Palikot obrasta w piórka, za węgłem Ordynackiej już się czai do skoku odchudzony Kwaśniewski, a na Czerskiej, Michnik od rana do nocy główkuje nad nową receptą na uległą wobec Moskwy Polskę.
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)zwińdzisiaj, 02:46 | ocena: 71%
Liczba głosów:9571% 28% |
|
Komentarzy:
6
|
|
ŚWIĘTA !
2012-04-04
|
WSZYSTKIM LUDZIOM O DOBRYM SERCU, DOBRYCH INTENCJACH, MIŁUJĄCYCH SWOICH BLIŹNICH I SWÓJ KRAJ I TYM, KTÓRZY SĄ MI PRZYCHYLNI - CZYTAJĄ , CO PISZĘ I NAWET KOMPLEMENTUJĄ, ZA CO DZIĘKI -
ŻYCZĘ UDANYCH, SPOKOJNYCH, POGODNYCH, ZDROWYCH ŚWIĄT W GRONIE RODZINNYM, A SAMOTNYM - W GRONIE PRZYJACIÓŁ, ZNAJOMYCH


WESOŁEGO JAJKA ! ALLELUJA ! |
|
Komentarzy:
6
|
|
BRZYDKO !
2012-04-03
|
Robię wszystko, by nie poruszać tematów drażliwych, czyli politycznie dwuznacznych...
Tymczasem dzisiaj, powiadomiona na mojej poczcie, iż są wpisy znajomych na facebooku, czyli m.in. Anny Baran - stwierdziłam, że posłużyła się nieetycznym dowcipem, który nie tylko nim nie był, ale wzbudził szereg nienawistnych wypowiedzi wobec postaci skądinąd przez miliony Polaków szanowanych. Zrobiła , mianowicie, fotomontaż, gdzie Tusk leje wiadro wody .... i tu miało być na głowę Jarosława Kaczyńskiego, a pomyliła ją z głową Lecha Kaczyńskiego (upierając się, że to Jarosława). I właściwie nie tyle ta pomyłka jest najważniejsza, a intencja, która wywołała burzę - sprzecznych wypowiedzi. M.in. , że należałoby wylać na niego wrzątek ! Rzecz jasna więcej napastliwych i popierających ją wypowiedzi było ze strony przeciwników Kaczyńskich, bo tu , w internecie, jest ich przewaga, a inni boją się ujawnić swoje preferencje, poglądy sprzeczne z rządowymi , a krytyczne wobec Tuska w szczególności. Wszak to on nami rządzi i opozycja ma prawo, a także obowiązek wytykać błędy władzy, popełniane wszak na każdym kroku. Ale nie, ciągle nienawiść, prowokacje, kierowane są pod adresem Kaczyńskiego i PiSu. Kiedy wyraziłam swoje zdanie na tymże facebooku, oburzona taką reakcją na "dowcip" wielce tu szanowanej pani Hani - otrzymałam stek napastliwych słów pod moim adresem, świadczących, że tolerancja ma być stosowana tylko w jedną stronę , a nienawiść szerzona jedynie wobec jednej formacji.
Zarzewiem stała się pani Hania-violka vel Anna Baran, osoba, która ma się za przedstawicielkę inteligencji polskiej, nie ustająca w propagandzie sukcesu PO, gdzie tylko się da i swojej dozgonnej sympatii wobec Tuska i Ska...
Już raz miałam tę "przyjemność" napaści na mnie w Jej obronie. To szczyt nietaktu i jakiejś zażartej, fanatycznej, bezkrytycznej oceny ludzi, nie mających żadnych zasług, by ich popierać i bronić. Także argumentów na ich dokonania, przeciw patriotom, broniącym swoich ideałów, którym poświęcili wszystkie swoje dążenia i czyny.
Nie ma już komuny, a strach przed ujawnianiem swoich racji , przekonań - pozostał. Nie u mnie, nie u mnie ! Tych obecnie rządzących jeszcze historia rozliczy, a może i naród, kiedy wreszcie się przekona KTO i JAK rządzi naszym państwem i czy ktoś, kto deklarował, że polskość mu ciąży, martyrologia nudzi , a o Smoleńsku najwyższy czas zapomnieć - może stać na jego czele , a nadto mieć tylu zwolenników. Między innymi takich, którzy popisywali się bohaterstwem swoich przodków, walczących w wojnach za Ojczyznę, a sami nie odróżniają ziarna od plew - ludzi światłych od karierowiczów, Polaków od kosmopolitów... Jestem oburzona ! Wiem, że posypią się na moją głowę gromy (pewnie nie jeden zechciałby uciąć - per analogiam), ale ja nie z tych, co chowają ją w piasek .
Oto przedni "dowcip" pani inżynier:

I autorka sprzecza się, że to nie zdjęcie Prezydenta - Lecha Kaczyńskiego, a Jarosława ! Ten kubeł wody należy wylać, ale na Tuska !

Przyjrzyjcie się "Jarosławowi" wg p. Anny Baran, który jest LECHEM , b. PREZYDENTEM, tragicznie zmarłym w zamachu , na którego wodę leje, nieudacznik , Tusk, a przyjaciele p. Anny żałują, że nie wrzątek... ... Śmiej się, pajacu, z przedniego dowcipu !

Z tego też, jeżeli nie obchodzi cię jak i dlaczego zginęli POLACY - jego AWANGARDA z parą prezydencką na czele ! Maluczkim wszystko jedno, co się dzieje w jego kraju, ale MNIE i , zapewniam, milionom ludzi NIE JEST WSZYSTKO JEDNO. |
|
Komentarzy:
12
|
|
SOLIDARNOŚĆ
2012-03-30
|
Nie zamierzam tu przestawiać ideowych przesłanek tworzącej się „Solidarności” , ani krajowej, ani lokalnej, politechnicznej. Kto się tym interesował, wie na czym ten ruch polegał i jakie niósł idee, przedstawiał postulaty itd.itp. Wiele jest materiałów odnoszących się do tamt. okresu, są powszechnie dostępne i kto chce, może się z nimi zapoznać. Ja operuję skrótami , własnymi spostrzeżeniami i odczuciami.
Do moich obowiązków należało protokółowanie zebrań Prezydium , przesyłanie skrótów do wszystkich kół, utworzonych przy instytutach. Było ich kilkadziesiąt . Przyjmowanie podań o zapomogi, pokrywanie kosztów pogrzebu rodzin związkowców (centrala wydała , naprędce, regulamin, na podstawie którego mieliśmy dokonywać tych operacji), redagowanie i wysyłanie pism do poszczególnych adresatów, przyjmowanie interesantów i kierowanie ich do właściwych osób, instytucji, załatwianie dla pracowników Komisji Zakładowej kartek żywnościowych, wówczas obowiązujących, no, i wiele innych czynności.
Roboty było sporo, bo i interesantów, liczących na pomoc, wsparcie finansowe – nie brakowało. Niektórzy nawet próbowali je wyłudzać i odmowy kończyły się obrzucaniem wyzwiskami, pretensjami ... Nie zawsze było przyjemnie i miło.
Nie odczuwałam też sprzyjającej atmosfery wewnętrznej. Przewodniczący - Tomasz Wójcik nie miał zwyczaju ze mną rozmawiać, był mało kontaktowy, jakiś taki sztywny i niedostępny. Reszta panów również niewiele odbiegała od jego zachowań, poza doc. Tadeuszem Huskowskim – miłym, kulturalnym panem , szlachetną osobowością , często nie zgadzającym się z sposobem, kierunkiem działań władz związkowych , czemu dawał niejednokrotnie wyraz przy różnych okolicznościach, będąc aktywnym działaczem, zarówno na forum lokalnym , jak i krajowym (aresztowany w stanie wojennym, ciężko chory na serce, operowany – zmarł potem w niedługim czasie).
Z sekretarką, p. Jadwigą miałam poprawne stosunki , nic więcej. Gros jej czasu zajmowała sprzedaż gadżetów solidarnościowych. Jej relacje z panami przewodniczącymi były bliższe i ściślejsze od moich (po latach pracowała zarówno z T. Wójcikiem w Regionie, kiedy został jego przewodniczącym, a następnie w biurze poselskim M. Muszyńskiego; żaden z nich nigdy nie próbował nawiązać ze mną kontaktów ) , natomiast sama o nie zanadto nie zabiegałam. Resztę zagospodarowywali zwierzchnicy. Nie zostawała, jak ja, po godzinach pracy.
Pamiętam taki incydent, kiedy protokółując zebranie, chciałam sama zabrać głos w jakieś ważnej sprawie, a Wójcik uciął: „Nie udzieliłem pani głosu”. Nie dał mi dojść do słowa. Zareagował na to docent Tadeusz Huskowski i zażądał, by pozwolić mi się wypowiedzieć, na co w końcu Wójcik przystał . Nie wiem dlaczego tak się zachował ? Bał się ujawnienia czegoś? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia takie wyjątkowo nietaktowne, nieuzasadnione i nie na miejscu zachowanie człowieka, walczącego, jakoby , o demokrację, a zamykającego usta osobie z najbliższego grona działaczy związkowych.
Na terenie Uczelni wydawaliśmy gazetkę solidarnościową „Informator”. Pod względem formy, a i różnorodności artykułów nie miała uporządkowanego charakteru. Pisał do niej każdy, kto miał coś do powiedzenia i potrafił swoje myśli przekazać. Jedną z nich byłam i ja. Pisałam o nieprawidłowościach, jakie dostrzegałam w swoim otoczeniu, pracując wiele lat na Polibudzie.
Zaproszona i oddelegowana na wręczenie Czesławowi Miłoszowi tytułu doktora honoris causa przez KUL w Lublinie – napisałam obszerne sprawozdanie z pobytu tamże i moje ogromne wrażenie, jakie wywarł na mnie Mistrz Słowa – pięknie także prowadząc wykłady dla młodzieży i przemawiając do zgromadzonych tłumów . Bez kartki, czytania. Piękną polszczyzną, mądrze, jak przystało na erudytę. Przydaliby się, oj, przydali u nas tacy profesorzy wyższych szkół. Jakżeż podniósł by się poziom wiedzy i kultury młodzieży akademickiej ! Byłam pod ogromnym Jego wrażeniem.
Opisałam to zdarzenie także na jednym z moich blogów, w zeszłym roku poświęconemu Czesławowi Miłoszowi. Udostępniłam sporo materiałów, będących w moim posiadaniu, otrzymanych bezpośrednio od Poety, jak i jego Brata, z którym prowadziłam korespondencję. Zmarł przed śmiercią Czesława. (przekazałam je Hani-violi, która umieszczała je w facebooku, następnie zlikwidowanego, na moją prośbę , z powodu chamskich uwag pewnych trolli).
Założycielami gazetki był Józiu Samołyk , Leszek Nakonieczny i inni. Z tymi dwoma miałam najczęstsze kontakty – szalenie sympatyczni chłopcy, oddani sprawie, nie szczędzący czasu na działalność związkową (obaj inżynierowie, asystenci). Zaprosili mnie do redakcyjnego grona, mianując korektorką pisma.
Ogromnie się zdziwiłam i rozczarowałam, gdy w roku 2005 została wydana książka pt. „Wyboista droga do wolności” przez „Solidarność" Politechniki Wrocławskiej - historia powstania Związku w kraju i na Uczelni, w której stwierdzono tylko , że byłam „zatrudniona” w tej gazetce, co nie miało to miejsca, bo pracowałam tam charytatywnie i na prośbę chłopaków, natomiast nie było nawet wzmianki o mojej pracy w samej Komisji Zakładowej. Redaktorami tej księgi byli : nowy przewodniczący NSZZ „S” na Politechnice, jakieś kolegium redakcyjne , ale co najdziwniejsze – pani Jadzia Szymonik b. sekretarka KZ – obecnie wiceprzewodnicząca tejże Solidarności, która dobrze wiedziała o mojej funkcji w latach 1980/81 i pominęła moją ówczesną rolę i spory udział w tamt. rzeczywistości. Napisałam do nich pismo w tej sprawie, nie otrzymując odpowiedzi.
Dostałam natomiast „Dyplom Organizacji NSZZ „S” przy Politechnice Wrocławskiej „za trud tworzenia i wytrwałe propagowanie idei „Solidarności” oraz odwagę o poświęcenie w trudnych latach obrony jej ideałów”.
Podejrzewam, że kto inny był inicjatorem przyznania mi tego dyplomu.
Nie odebrałam go osobiście, a uczyniła to, na moja prośbę , moja opiekunka społeczna. Nikt nie pofatygował się, by przyjechać do mnie , do domu i przynajmniej zamienić parę słów. Wszak tworzyłam z nimi zręby Solidarności, a potraktowali bardzo nieetycznie i niesprawiedliwie.
W książce zostałam jedynie wymieniona przez Kornela Morawieckiego, któremu pomogłam nie raz i chyba tylko dzięki Niemu i Kolegom z gazetki zostałam w ogóle w tej księdze wymieniona. Przypadek ? Celowa robota ? Nie wiem.
Pani Jadzia natomiast nie szczędziła w niej wiele opowieści o sobie i swoich zasługach. |
|
Komentarzy:
10
|
|
|
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
12572
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
1865
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
13
|
|
| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
|